Kolędowanie u świętej rodziny

Przyszli do Kościoła kolędnicy… Anioły, św. Mikołaj a nawet ukraiński czort z rogami w narodowych barwach… Przyszli pomodlili się jak potrafili (większość z nich prawosławna) i zaśpiewali na mszy świętej razem z nami kolędy i pastorałki zwane tu szczedriwkami… i po mszy świętej dali jeszcze krótki koncert.

Przyszli, przyjęli razem z nami błogosławieństwo od Świętej Rodziny pochylając się przed ikoną z Jej wizerunkiem , zobaczyli naszą liturgię, małżonków odnawiających więzy małżeńskie… i gościnność naszej wspólnoty.

Po mszy spotkanie – agapa – nasi parafianie zostali dłużej… i zaśpiewali – sami już – jeszcze kilka kolęd…

I tak oto w naszej parafii rozpoczął się Rok Rodziny, jaki w 2019 r. będzie przeżywać ukraiński Kościół.

Kolędnicy…
Nasz niedosłyszący Pan Mikołaj gra na bajanie…
Odnowienie przyrzeczeń małżeńskich…

BÓG SIĘ RODZI…

24.12.2018 r.

Dla Ały, jednej z naszych dziewczynek, zaczął się ten dzień bardzo wcześnie. Siostry prosiły, by dzieci przyszły o czwartej (o piątej była planowana Wigilia)… i Ała przyszła w środku nocy. Była nieco zdziwiona, że kościół zamknięty, pobiegła prędko do Pani Luby spytać, co się stało. Tam wyjawiła się jej pomyłka… Pani Luba przygotowała jej czaju, ta siadła przy kominie i nieco się zagrzała i wróciła nieco później, by o 7.00 uczestniczyć w ostatnich roratach w tym roku…

Dla mnie ten dzień zaczął się później, bo w pół do szóstej… Modlitwa poranna, roraty… Około dziesiątej przyjechał Pan Wiaczesław z Mikołajowa, aby wstawić długo oczekiwane drzwi wejściowe do kościoła… Solidna robota, dębowe, ozdobione krzyżami… Wyglądały pięknie… Miało być 2-3 godziny, w końcu ok. 16.30 udało się je zamontować. Naprężenie wzrastało… Przedsionek kościoła zablokowany, a równolegle bezustanna bieganina związana z porządkowaniem kościoła i przygotowywaniem wieczerzy wigilijnej.

Po 16.00 rozpoczęła się ulewa. Wieszczyło to katastrofę… przygotowywaliśmy się bowiem na przyjęcie dla dwudziestu kilku osób, ale przy takiej pogodzie mogło się to nie udać… Ludzie (choć niekoniecznie parafianie!) nie zawiedli i kilka minut po piątej nieco ponad trzydzieści osób wysłuchało Ewangelii o Narodzeniu Jezusa, przełamało się opłatkiem (dla większości był to pierwszy taki gest w życiu!) i zasiadło do stołu… Barszczyk (nie ukraiński!), rybka itd.

Po wieczerzy wszyscy (cud, nikt nie uciekł) przeszli do zimnego kościoła… I tam rozpoczęła się w ciemnościach Bożonarodzeniowej Nocy Służba Boża. Rozpoczął ją uroczysty śpiew łaciński – Martyrologium… potem rozbrzmiała kolęda Bóg się rodzi i rozbłysły światła… Kaznodzieja mówił m.in. o zimnie betlejemskich jaseł i o zimnie, w jakim przeżywamy tą Noc, o naszym złączeniu z Jezusem…

Po pasterce pod jołką każdy znalazł drobny upominek… malutka gipsowa figurka Dzieciątka, która została przygotowana przez nasze siostry i ozdobiona przez prawdińskiej dziatki.

25.12.2018

Dla odmiany – śnieżyca i wiatr. Lepsze to od wczorajszej ulewy. Tego dnia były dwie msze święte. Pierwsza dla parafian, o 10.00 – stawili się niemal w komplecie… Druga, o 15.00, w domu Pani Hali – ze względu na niepełnosprawną Lenę, która nie mogłaby sama przyjść do kościoła… a która tęskni za Jezusem, przychodzącym do niej w eucharystycznym chlebie. W ten sposób rozpoczęła się wizyta duszpasterska…

O byciu Polakami… na południu Ukrainy


11 listopada Rzeczpospolita Polska obchodziła hucznie 100-lecie odzyskanianiepodległości. Ten Jubileusz jest dla mnie okazją do tego, aby wypowiedzieć kilka słów o śladach polskości na południowym wschodzie Ukrainy. Kiedyś istnienie tandemu kościół katolicki i Polska było na tych terenach oczywiste.Statystycznie katolik na Ukrainie to był Polak. Czasem zdarzały się wyjątki.

Dziś, choćby w Prawdino ocena polskości nastręcza duże trudności. Historia jest po stronie Rzeczpospolitej. Kościół w 1846 r. postawili Polacy, przymusowo przesiedlani na te ziemie w ramach polityki rusyfikacji i zasiedlania stepów południowej Ukrainy. W latach trzydziestych XX stulecia to właśnie 75 osób z polskich rodzin zamordowało chersońskie NKWD tylko dlatego, że nie chcieli dopuścić do zamknięcia kościoła postawionego przez ich pradziadków. Ich potomkowie w dokumentach wpisywali już narodowość ruską. Wraz z odradzaniem kościoła katolickiego były podejmowane pewne próby wiązania jego z polskością. Ostatecznie jednak miejscowa szkoła nie była zainteresowana wprowadzaniem języka polskiego do planu zajęć, a nauczyciel języka polskiego, który tu przez pewien czas przyjeżdżał, po kilku miesiącach zrezygnował. Jedyny parafianin, który szczyci się znajomością języka polskiego, uważa się za Ukraińca (choć jako pierwszy we wsi uzyskał kartę Polaka), ale z racji, że niedosłyszy trudno z nim zamienić choćby kilka zdań. Zapytany, jakie święto jest obchodzone 11 listopada, nie wiedział (a to zdaje mi się – to minimalna „wiedza o Polsce” – nota bene to emerytowany nauczyciel historii!). Najstarsze babcie znają jedynie fragmenty polskich modlitw. Na pytanie, czy miejscowa biblioteka nie chciałby trochę polskich książek, miejscowa bibliotekarka odpowiada, że nie ma tu potencjalnych czytelników. Zresztą ukraińskich książek też nikt nie chce czytać, bo ciężko – lżej po rusku…

Z drugiej strony, co druga osoba na ulicy mówi, że ona „z Polaków”.  Niestety, za tą deklaracją nic nie idzie. Zatem wspólnoty parafialnej w tej miejscowości na „tradycyjnym, polskim katolicyzmie” nie zbuduje się już… Polska w Prawdino leży na cmentarzu. Polska z Prawdino leży w celach chersońskiego NKWD i o tej przelanej za Polskę krwi przypominają pożółkłe dokumenty archiwów SBU.

Dla pocieszenia – czasem sytuacja jest nieco lepsza. Przypadkiem uczestniczyłem 6 grudnia w mikołajkowym spotkaniu polskiej wspólnoty w Rozdzielnej. Owo spotkanie zbiegło się z pierwszym dniem adwentowych rekolekcji, które tam głosiłem. Na zaproszenie miejscowej wspólnoty przyjechał również przedstawiciel konsulatu z Odessy.  Oczywiście przeważał surżyk, ale gdzieniegdzie przebijał się język polski. Dzieci i młodzież czytały bądź deklamowały okolicznościowe wiersze… zaśpiewano (już!) parę kolęd, które antycypowały czas Bożego Narodzenia. Nie mi oceniać, ile „polskości” było w obecnych na sali – nie mniej przejawiali oni w sobie zainteresowanie polskim językiem i polską kulturą… To owoce dłuższej już pracy Towarzystwa i pewnie ks. Jana, będącego duszpasterzem Polonii. Czy „polskości” na południu Ukrainy można się nauczyć, pokaże czas… Obecni tu raczej chcą coś zaczerpnąć z „polskości”.

Ważne jest, żeby chcieć…