Czy Prawdino się przemieni… ?

Wyjeżdżając z Ukrainy do Polski, pojechałem okrężną drogą, i dotarłem jeszcze raz do Prawdino… Odpust ku czci Przemienienia Pańskiego (obchodzony tu 5 sierpnia)… czy Prawdino się przemienia? Powrót w to miejsce, skłonił mnie do postawienia tego pytania…

Administracyjnie – przyjeżdża tu teraz o. Paweł z Mikołajewa, wieś traci kontakt z duszpasterzami chersońskimi… i chyba faktycznie parafia na tym trochę traci.

Remont – po poprawkach tego, co uczyniono w zeszłym roku, zaczął posuwać się do przodu… jest szansa, że do końca roku uda się ten kościół zmienić nie do poznania…

Wspólna – po odpuście nie było charakterystycznego pośpiechu, to plus, ale dominuje atmosfera smutku, czuje się cierpienie wspólnoty… jakby pozbawionej pasterza…

Przemienianie parafii, odbudowywanie wspólnoty ludzi jest dużo trudniejsze niż stawianie gmachów świątyni… czemu w mojej diecezji czasem ważniejsze się wydają budynki od ludzi? Może za młody jeszcze jestem by to zrozumieć…

Po odpuście, zabrałem s. Anię i pojechaliśmy do Polski, Boży cud na granicy (nie było kolejki!)…

Pożegnanie z Bałtą…

Ostatnie dni lipca przebiegały pod znakiem przygotowywania się do wyjazdu z Bałty… Ks. Biskup bowiem z dniem 31 lipca odwołał mnie z misji “Bałta”.

Zatem rozpoczęło się szukanie kartonów, mocniejszych toreb, przeglądanie niejednego stosu papierów, książek i segregowanie na to, co ma zostać wyrzucone, rozdane i zabrane. Była msza dziękczynna za czas posługi w Bałcie, znaki wdzięczności parafian – tak jak to zwykle przy takich okazjach bywa. Cóż… idziemy dalej!

W święto św. Jakuba, Apostoła miało miejsce jedno, na swój sposób piękne wydarzenie – dziewiąte dziecko z ubogiej rodziny, żyjącej w Bałcie, przyjęło chrzest… Starsza ósemka krążyła w pobliżu mamy, a Marianna została zanurzona w wodzie chrzcielnej. Tylko szkoda, że zabrakło w tym Dniu Ojca – niestety, do niego łaska chrztu jeszcze nie dotarła… 🙁

I cóż, może warto odnotować, że pod koniec lipca dotarli do mnie po raz pierwszy goście z Polski (autostopem!), tak na pożegnanie… Dzięki ich obecności mogłem trochę na nowo poodkrywać to miasteczko, które niemal rok było moim domem (kiedyś niewiele dłużej cieszyło się tytułem stolicy Mołdawii).