Adwent trwa

Zgodnie z tradycją, roratnią mszę świętą rozpoczynamy od zapalania świec. Mówimy wówczas znamienne słowa: “Jestem gotowy”. Owa gotowość ma oznaczać, że duchowo, moralnie jesteśmy przygotowani nie tylko na radość Bożego Narodzenia, ale również na spotkanie z Jezusem w wieczności. Każdego ranka około dziesięciu osób wypowiada w naszej parafii te proste słowa.

I faktycznie, dziś nabierają one specyficznego kształtu. W tygodniu poprzedzającym Adwent odeszły do Pana dwie osoby związane z naszą wspólnotą. Dziadek Jan – czasem do nas zaglądał; przechodząc mimo, zagadnął, w sumie katolik – jeden z nielicznych, którzy coś pamiętali z historii prawdyńskiego kościoła. Doświadczenie głodu w dzieciństwie (głodomór na Ukrainie!) wycisnęło na nim piętno, Oprócz niego pożegnaliśmy Panią Ludmiłę, uprzejmą księgową z Siel-Rady, którą określiłbym mianem ukrytej sympatyczki naszego kościoła. Jej mamę do dziś odwiedzamy podczas comiesięcznych spotkań z chorymi. W ogóle sporo osób choruje tu na wsi – teoretycznie nie-covidowe, zapalenie płuc dominuje, ale i ono w niedogrzanych chatach i szpitalach zbiera żniwo. W niedzielę nas trochę mniej z tego powodu, i mieścimy się w ograniczeniach zaprowadzonych urzędową kwarantanną (do 20 osób).

Trochę się opóźnia nam montaż pięciometrowego dębowego krzyża, przygotowanego dla nas na Zachodniej Ukrainie. Mamy jednak nadzieję, że zdążymy przed faktyczną zimą i przymrozkami… Tyle nowości.