Boże Narodzenie 2019 A.D.

Tegoroczny adwent szybko umknął naszej wspólnocie. Przez moje rekolekcyjne wyjazdy (Łask i Sokolniki-Las w Archidiecezji Łódzkiej oraz Izmaił na granicy ukraińsko-rumuńskiej) tylko pięć razy mogliśmy razem z Maryją czuwać od świtu, zbierając się na roratach… Czy pozwoliło nam to stać się gotowymi na spotkanie z Jezusem, nie wiem… Cieszyła obecność niemal całej wspólnoty na tych porannych liturgiach, przedłużanych skromnym śniadaniem…  Pojawiało się także w tym czasie czterech nowych chłopaków – cały czas się zastanawiam, czy nastolatek, który przychodzi do nas „znikąd”, nie mając żadnego wsparcia w domu rodzinnym, ma szansę wejść w relację z Jezusem w naszej wspólnocie… Jak ma wyglądać jego wtajemniczanie w chrześcijaństwo? Wszyscy bowiem jakoś jesteśmy poranieni i pogubieni w życiu…

Nastał upragniony czas. Niczym przed watykańską pasterką, rozbrzmiał w ciemności gregoriański śpiew Martyrologium Bożonarodzeniowego (łacińskiej kalendy). Następnie już w ukraińskiej wersji językowej kolęda „Bóg się rodzi” towarzyszyła procesji, w której Dzieciątko zostało umieszczone w jasłach, przygotowanych w cieniu, nachylającej się ku Świętej Rodzinie, sosny. W czasie uroczystego śpiewu Gloria rozbłysły wszystkie światła w kościele… We wigilijnej mszy świętej uczestniczyło nieco ponad trzydzieści osób. Liturgię zakończyło błogosławieństwo opłatków i wzajemnie składane sobie życzenia…  W tym roku było już łatwiej – dla mnie zaskoczeniem zeszłorocznej Wigilii był fakt, że choć od dwudziestu lat do miejscowej wspólnoty przywożono opłatek, parafianie nie wiedzieli, do czego on służy – teraz już większość ze zgromadzonych pamiętała ten znak z minionego roku. Rozpoczęła się Wigilia. Nasza katechetyczna salka zamieniła się w małą restaurację, gdzie na śnieżnobiałych obrusach czekały już mniej lub bardziej tradycyjne strawy wigilijne… Mimo niejakich oporów, udało się, by wszystko było postne…

Pozwolę sobie na niewielki ekskurs – w czasie jednej z katechez dla dorosłych rozmawialiśmy o świętowaniu w … i cóż, okazało się, że w większości miejscowych domów cały wymiar religijny sprowadza się do wznoszenia toastu Chrystos narodyłsja – Sławymy Joho (lub w czasie Paschy – Chrystos woskres – woistyunu woskres) szklanicą wypełnioną gorzałką…

Dla młodzieży i dzieci były przygotowane niewielkie podarki…

Przed północą, zgodnie z tradycją zakonną, z s. Anią odczytaliśmy teksty Godziny Czytań przedłużone Wigilią (z pięknymi pieśniami proroka Izajasza), by chwilę później w ciemnym kościele celebrować kolejną Eucharystię.

Rano… Adoracja i msza o świcie… z liczniejszym już udziałem prawdińskiej wspólnoty. Z gośćmi – kolędnikami z miejscowego budynku kultury – było nas znów około trzydziestki. Razem z nami modlił się nasz przyjaciel, o. Anastazy z cerki prawosławnej (z Nadjeżdiwki), który już po raz kolejny, dał wyraz łączności jego wspólnoty z naszą. Dał piękne świadectwo poczucia rodzinności w naszej wspólnocie…

Na koniec przekazuję życzenia czytelnikom naszej strony internetowej:

Życzę Wam, Drodzy Przyjaciele, byście pokochali Matkę, która rozważając Słowa Archanioła Gabriela, pozwoliła Przedwiecznemu Bożemu Słowu zamieszkać w sobie… Byście zobaczyli w niej Matkę Miłosierdzia z Kany, która wyprzedza myśl naszych próśb, wstawiając się u Jezusa, aby działał w naszym życiu. W końcu, Matkę współczującą i współdźwigającą nasze bolączki – przeżyła bowiem cierpienie dramatu krzyża Swojego Syna.

Wtedy bowiem tylko przeżyjecie prawdziwą Radość Bożego Narodzenia!

Dziękuję również za modlitwę, życzliwość i pomoc, jaką zaofiarowaliście naszej maleńkiej wspólnocie Parafii Przemienienia Pańskiego w Prawdyne, gdzie jest mi dane służyć.

Z wdzięczną modlitwą – Wasz Brat – x. Łukasz