o zwyczajach na cmentarzu i … – listopad w Prawdyne

Tradycyjnie drugiego listopada na prawdińskim cmentarzu zebrali się katolicy na polowej mszy świętej i procesji z wypominkami za zmarłych… Termin w tym roku zbiegł się z panachidą św. Dymitra w prawosławnej cerkwi, w czasie której modli się ona za zmarłych rodziców. Było więc ryzyko ekumenicznego spotkania z raczej wrogo nastawionym batiuszką Andriejem z miejscowej moskiewskiej cerkwi. Do zustriczi nie doszło… Na naszą liturgię przyszło kilka osób spoza naszej wspólnoty (jak zawsze z radością witamy gości!), którzy w czasie procesji na żal chcieli wprowadzić swoje prawosławno-ludowo-pogańskie zwyczaje… W skutek tego, gdzieś w połowie procesji, powstało niewielkie zamieszanie, gdy w pewnym momencie “pobożne” (jak się okazało niezbyt wpływowe) niewiasty wysypały cukierki na przygrobowym stoliku i chciały ugościć nasze dzieci, idące w modlitewnej pochodzie. Kola dźwigał krzyż, Artiom wielki słoik z poświęconą wodą, a dziewczynki po prostu modliły się – wskutek czego nikt nie dał się zwieść powabnymi czekoladowymi słodyczami.

Tak na marginesie przydałoby się miejsce dla modlitwy na cmentarzu. Eklektyczna kapliczka (kiedyś katolicka!) znajdująca się na środku cmentarza zwieńczona prawosławnym krzyżem popada w ruinę. Wydaje się, że stosunkowo niewielkim kosztem można byłoby ją wyremontować… A tak, miejscowi handlarze złomu wyrywają stopniowo metalowe riszotki z jej dawnych okiennic, dach przecieka… i tylko niektórym jeszcze przypomina, że to miejsce Bogu w przeszłości zostało przecież poświęcone.

W kolejne dni oktawy Wszystkich Świętych w kościele śpiewaliśmy (bądź recytowali recto tono) jutrznię albo nieszpory za zmarłych.

We wspomnienie Matki Bożej Miłosierdzia (16.11) rozpoczęliśmy nabożeństwa ku jej czci… Będziemy odtąd w każdym miesiącu przez jej wstawiennictwo prosić Boga o miłosierdzie dla naszej parafii. Pięknie ów tytuł Matki Miłosierdzia wyjaśnia abp Fulton J. Sheen w książce “Maryja. Pierwsza miłość świata” przypominając choćby słowa św. Efrema o Maryi jako Patrocinatrix domnatorum – tej, która może wspomóc idących drogą ku potępieniu.

Kolejnego dnia (17.11) doszła do nas niepokojąca wiadomość o chorobie Marioli (na codzień wspomagającej nas w Prawdyne…). Na jakiś czas parafia zostanie częściowo osierocona, będąc jakby bez matki, bo dla wielu taką się Pani Mariola jawi.