O byciu Polakami… na południu Ukrainy


11 listopada Rzeczpospolita Polska obchodziła hucznie 100-lecie odzyskanianiepodległości. Ten Jubileusz jest dla mnie okazją do tego, aby wypowiedzieć kilka słów o śladach polskości na południowym wschodzie Ukrainy. Kiedyś istnienie tandemu kościół katolicki i Polska było na tych terenach oczywiste.Statystycznie katolik na Ukrainie to był Polak. Czasem zdarzały się wyjątki.

Dziś, choćby w Prawdino ocena polskości nastręcza duże trudności. Historia jest po stronie Rzeczpospolitej. Kościół w 1846 r. postawili Polacy, przymusowo przesiedlani na te ziemie w ramach polityki rusyfikacji i zasiedlania stepów południowej Ukrainy. W latach trzydziestych XX stulecia to właśnie 75 osób z polskich rodzin zamordowało chersońskie NKWD tylko dlatego, że nie chcieli dopuścić do zamknięcia kościoła postawionego przez ich pradziadków. Ich potomkowie w dokumentach wpisywali już narodowość ruską. Wraz z odradzaniem kościoła katolickiego były podejmowane pewne próby wiązania jego z polskością. Ostatecznie jednak miejscowa szkoła nie była zainteresowana wprowadzaniem języka polskiego do planu zajęć, a nauczyciel języka polskiego, który tu przez pewien czas przyjeżdżał, po kilku miesiącach zrezygnował. Jedyny parafianin, który szczyci się znajomością języka polskiego, uważa się za Ukraińca (choć jako pierwszy we wsi uzyskał kartę Polaka), ale z racji, że niedosłyszy trudno z nim zamienić choćby kilka zdań. Zapytany, jakie święto jest obchodzone 11 listopada, nie wiedział (a to zdaje mi się – to minimalna „wiedza o Polsce” – nota bene to emerytowany nauczyciel historii!). Najstarsze babcie znają jedynie fragmenty polskich modlitw. Na pytanie, czy miejscowa biblioteka nie chciałby trochę polskich książek, miejscowa bibliotekarka odpowiada, że nie ma tu potencjalnych czytelników. Zresztą ukraińskich książek też nikt nie chce czytać, bo ciężko – lżej po rusku…

Z drugiej strony, co druga osoba na ulicy mówi, że ona „z Polaków”.  Niestety, za tą deklaracją nic nie idzie. Zatem wspólnoty parafialnej w tej miejscowości na „tradycyjnym, polskim katolicyzmie” nie zbuduje się już… Polska w Prawdino leży na cmentarzu. Polska z Prawdino leży w celach chersońskiego NKWD i o tej przelanej za Polskę krwi przypominają pożółkłe dokumenty archiwów SBU.

Dla pocieszenia – czasem sytuacja jest nieco lepsza. Przypadkiem uczestniczyłem 6 grudnia w mikołajkowym spotkaniu polskiej wspólnoty w Rozdzielnej. Owo spotkanie zbiegło się z pierwszym dniem adwentowych rekolekcji, które tam głosiłem. Na zaproszenie miejscowej wspólnoty przyjechał również przedstawiciel konsulatu z Odessy.  Oczywiście przeważał surżyk, ale gdzieniegdzie przebijał się język polski. Dzieci i młodzież czytały bądź deklamowały okolicznościowe wiersze… zaśpiewano (już!) parę kolęd, które antycypowały czas Bożego Narodzenia. Nie mi oceniać, ile „polskości” było w obecnych na sali – nie mniej przejawiali oni w sobie zainteresowanie polskim językiem i polską kulturą… To owoce dłuższej już pracy Towarzystwa i pewnie ks. Jana, będącego duszpasterzem Polonii. Czy „polskości” na południu Ukrainy można się nauczyć, pokaże czas… Obecni tu raczej chcą coś zaczerpnąć z „polskości”.

Ważne jest, żeby chcieć…