Odpust w Prawdino

Powyższe zdjęcia zostały zrobione przez ss. Mariolę i Anię w trakcie odpustu parafialnego w Prawdino… Świętowaliśmy 4. sierpnia, w sobotę, w samo południe… S. Mariola powiedziała wieczorem, że wreszcie zobaczyła wspólnotę, gdzie nie było barier kulturowych, narodowych, językowych – piękna agapa po zakończonej liturgii pewnie nie tylko niej wpisała się do serca…

Dla mnie, szczególne to miejsce, gdzie wracam z radością – pierwsza moja miłość, gdzie zostawiłem kawałek kapłańskiego serca. Gdyby była taka możliwość, chętnie podjąłbym tu pracę… Dla władz Diecezji Prawdino jednak pozostaje “wioską”, która nie może liczyć na samodzielność… brakuje kapłanów, są inne priorytety…miasta, bo tam jest “przyszłość”…  Jest takich miejsc (jak Prawdino) w Diecezji więcej, miejsc, które zostały skazane “na wymarcie”… choć tu jest żywa wspólnota… nawet historyczny Kościół, częściowo już odremontowany…

W czasie tego świątecznego dnia mogłem wygłosić słowo wobec zgromadzonych parafian i gości. Jego polskie tłumaczenie publikuję poniżej:

Jesteśmy w szczególnym punkcie Ewangelii…
To czas, kiedy uczniowie zdobyli już pewne doświadczenie misyjne. Przecież Jezus ich posłał, głosili w Jego imię naukę, nakładali na chorych ręce…
Równocześnie w ich sercach było wciąż wiele wątpliwości…
Kim jest Jezus? Porzuciłem wszystko dla Niego, Chodzę za nim już dłuższy czas… Widziałem nakarmione tłumy; słyszałem pisk złych duchów, które w przerażeniu uciekały na widok Jego mocy…; nawet umarli ożywiali się…
Czy warto za nim dalej pójść?

A jak działa Jezus tutaj?
Jesteśmy w budynku, który coraz bardziej przypomina Kościół… Ks. Paweł obiecuje, że będą tu prowadzone dalsze prace;
W ostatnią niedzielę przeżywaliście parafialną radość… I komunii Świętej, sakramentu małżeństwa…
Wiele osób gdzieś z II planu zerka w kierunku tej świątyni, zastanawiając się, czy to czas na kolejny krok…
I w Waszych sercach pełno zwątpień… Bo czujecie się obciążeni, niekiedy zmęczeni tym Kościołem, atmosferą we wspólnocie… Widzicie, że jedni przychodzą, drudzy odchodzą… A tak niewielu szuka tu Jezusa…

W tym momencie Jezus decyduje się wziąć trzech i pójść z nimi na Górę Tabor. Ewangelia mówi prosto – tam wobec nich przemienił się… Czym jest przemienienie?
To wlanie wielkiej nadziei, że to wszystko ma sens…
To Jezus jest prawdziwie Bogiem i wszystkie moje „małe nadzieje” tracą wobec Jezusa na znaczeniu…

Można być zagubionym wobec tej Wielkiej Nadziei…
Jak Apostołowie próbować pośpiesznie wznosić jakieś namioty…
Ale pójście za nią przemienia radykalnie…
Kochani!
Czytam ostatnio niewielką książeczkę kard. G. Müllera Raport o stanie nadziei. Wybrałem dla Was z niej kilka małych fragmentów. Posłuchajcie:
„Człowiek zawsze z napięciem patrzy w przyszłość, wyobrażając ją sobie, planując, marząc o niej… Dzięki temu życie zawsze niesie ze sobą świeży powiew, bo zawsze możemy oczekiwać spotkania z czymś nowym, czymś wielkim, co pozwoli nam wzrastać jako osobom!”
Jakie są Wasze nadzieje?
Pomyślcie chwile, można śmiało wypowiedzieć je teraz głośno…
I pisze kard. G. Müller dalej:
„Ale wszystkie te nadzieje same z siebie nie wystarczą. Jeśli możemy je przyjąć, to dlatego, że odbija się w nich już wielka nadzieja – każde działanie Jezusa było dziełem nadziei…
Gdy opieramy się na Jezusie, mamy pewność, że on może zagwarantować większą nadzieję, tę wykraczającą poza zwykły optymizm. To prawdziwe zaufanie nie opiera się na pozytywnym podejściu do kwestii naszych potencjalnych osiągnięć, czerpie swoją siłę od Boga w Jezusie, który gwarantuje nam swoją wielką obietnicę.”
„Wiara to wyzwalająca, pocieszająca pewność, która zakorzenia nas w sensie, która pozwala nam przylgnąć przez miłość do naszej obecnej historii i która – otwierając nas bez żadnego lęku na przyszłość – podtrzymuje naszą nadzieję”.

Pomyślcie zatem jeszcze raz o Waszych nadziejach…
Czy to tylko optymizm…, czy faktycznie Bóg został zaproszony do historii Waszego życia… I wlewa już tą nadzieję, która powoli uzdrawia rany Waszych serc… Pozwala patrzeć na bliskich „z miłością”, choć nie zawsze z nimi po drodze… Pozwala wypowiedzieć modlitwę o pojednanie i przebaczenie… Bo widzisz, że tylko to cię odkrywa na większe dary Boga…
Pomyślcie o tym, co już zrobił Jezus w Waszym życiu…
Pomyślcie o obietnicy, którą dał Wam w wierze…

Przemienienie Pańskie to taki moment w życiu Apostołów, w którym Jezus wlewa w nich tą wielką nadzieję,
Nie opartą już na sobie, na ich zdolnościach, ale na Nim…
Wobec nich Bóg zaświadcza „Че є Мій улюблений Син…”
I znamy dalszą historię Piotra, Jakuba, Jana, którzy ujrzeli przemienionego Jezusa na Górze Tabor…
Były wątpliwości… to normalne, ludzkie, życiowe doświadczenie. Wszyscy wypełnili wielką nadzieję, jaką Bóg z nimi związał… Jakub – pierwszy męczennik w Jerozolimie, Piotr ukrzyżowany w Rzymie… Jan – dożył starości, mistyk, wsłuchujący się w bicie serca Jezusa stał się ojcem życia duchowości…
Ta nadzieja jest przed Tobą…
Spojrzeć inaczej, przeobrazić swoje życie, w duchu ciągłego nawracania się wciąż je układać na nowo w Jezusie…
Amen!