Jużnoukraińsk

Pod koniec czerwca przekroczyłem po 9-miesięcznej przerwie w  Budomierzu  granicę polsko-ukraińską… Tradycyjnie odwiedziłem po drodze Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Janowie Lwowskim (Iwano-Frankowe), dałem się wyciągnąć tamtejszemu kustoszowi na odpust ku czci św. Piotra i Pawła do Czerwonogradu…

i w końcu pojechałem na Wschód – zgodnie z wolą moich przełożonych do Jużnoukraińska… (po drodze jeszcze krótka wizyta w Bałcie u Sióstr Miłosierdzia Wincentego a Paulo, którym od dobrodziejów z Ozorkowa przekazałem wsparcie na realizację celów związanych ze świetlicą dla dzieci).

Tam zastępuję w czasie wakacji miejscowego Proboszcza, posługując w dwóch parafiach – św. Antoniego w Jużnoukraińsku i Wniebowzięcia w Wozniesieńsku, oddalonego jakieś 40 km.

Dziś kilka słów o mieście, w kolejnych odcinkach o rzeczywistości parafialnej… Zatem – młode miasto, którego sercem jest elektrownia atomowa… Trzy równoległe ulice, kilkunastopiętrowe wieżowce, sporo kawiarenek… między blokami piękna infrastruktura – tereny zielone, place zabaw, boiska sportowa, gdzieniegdzie pomniki sławiące bohaterów minionej i obecnej epoki – pięknie zaprojektowane miasteczko – w późnych latach komunizmu musiało to być El Dorado – dziś widać ślad rdzy w owych obiektach, technologia wielkiej płyty trochę straszy… na schodach w parkach z pokruszonego betonu zaczynają wyrastać dwumetrowe klony…

Ot i nowiutka cerkwia greko-katolicka i buduje się następna (chyba kijowska?) i powstaje kościół katolicki… i potężny starszy obiekt – moskiewskiego Patriarchatu dumnie króluje nad mniejszymi budowlami sakralnymi…

Co pozytywne – bardzo dużo młodych ludzi, dzieci i młodzieży – znak szansy na rozwój…

rzeka w malowniczych ustępach granitowych skał z parkiem krajobrazowym i miejskim kąpieliskiem przyciąga w upalne dni rzesze mieszkańców… nawet mangały czekają na miłośników kiełbasek z grilla… a amatorów dzikiej rzeki można spotkać koczujących wzdłuż jej nurtu, grzejących się przy ogniskach i wesoło śpiewających do późnych godzin nocnych… ale do miasta owo głosy nie dochodzą…

Ot nasze miasto… miejsce mojego wakacyjnego posługiwania…