W Czarnomorsku… z dziećmi

W Czarnomorsku (niegdysiejszym Iliczewsku, niedoszłym grodzie proroka Eliasza-Lenina) 19. dzieci ze świetlicy, prowadzonej przez siostry szarytki ,spędziło „wakacje z Bogiem”(do tego ksiądz katolicki + dwie siostry + dwoje animatorów – starszych wychowanków owej świetlicy + gotująca [się]Pani Ałła). Morze Czarne nie rozpieszczało nas – było tylko nieznacznie cieplejsze od Bałtyku w środku polskiego lata; choć w niedzielę zdawało się, że woda wydaje się nawet ciepła. Warunki mieszkaniowe – ukraiński standard kolonijny plus (piętrowe prycze w pokojach ok. 7-osobowych, plus za łazienki) w wersji sióstr elżbietanek. Kaplicą stał się nam kościół parafialny p.w. MBNP, gdzie, na co dzień służy o. Mateusz z Władysławowa. Program raczej rekreacyjny (morza szum, czasem nawet niektórzy zamoczyli się weń), z domieszką kultury (balet w teatrze-operze odeskiej oraz pizza w restauracji, gdzie podają noże i widelce), formacji (niemal codzienne spotkania z s. Olgą na rozmaite tematy: od ciała, przez serce po talenty!) i modlitwy (msze święte, w ciągu pobytu trzy liturgiczne uroczystości z odpustem włącznie i 12. niedzielą zwykłą w ciągu roku). Dzieci na ogół zadowolone, choć i łzy polały się nad nie jedną niedojedzoną kanapką albo zalaną łazienką, którą trzeba było później sprzątnąć). Wychowawcy nader cierpliwie oczekujący najpiękniej w uchu brzęczącej ciszy… W sumie dla jednych wakacje, dla drugich ciężka praca.