Objawienie Pańskie – refleksja nie na temat…

Uroczystość Objawienia Pańskiego… parafianie nie dopisali; śnieg i silny mróz, potwierdzający zdaniem miejscowych, że ich rozpoczynające się święta (prawosławne) Bożego Narodzenia są prawdziwe, nie nasze, katolickie.

Uroczystość, w której zbiegają się trzy wydarzenia, każde niosące radość: pokłon mędrców, pogan – niemal wyklętych w Starym Testamencie, bo mających coś wspólnego z magią… zobaczyli Jezusa i ich życie zmieniło się; chrzest Jezusa w Jordanie, po którym Jan wiedział, że jest między nami Mesjasz i trzecie Kana Galilejska i Jezus, czyniący cuda… a u nas w domu przebija się smutek…

O jak bardzo człowiek jest przywiązany do tego, co materialne; wczorajsza kradzież na plebanii (straciliśmy fundusze przewidziane na remont zakrystii w kościele) zaćmiła ową radość Objawienia Pańskiego… Wczoraj, w czasie wieczornej mszy świętej, podczas której modliliśmy się o nowe powołania kapłańskie, po którym nastąpiło nabożeństwo (z litanią do Chrystusa, Kapłana i Żertwy) ktoś wszedł do domu… i zabrał nie swoje…

Proboszcz postawił pytanie o duszę tego, który wziął… (pewne poszlaki wskazują, że może to być jeden z naszych wychowanków…). Po  chrześcijańsku – pomodliliśmy się za złodzieja…

A zakrystia? Musi poczekać…

Wieczorem zaś Polacy fantastycznie skakali…