Kamyszany, czyli 400 kobiet, o których zapomniał świat

Godz. 13.30 – lekkie podenerwowanie, czekamy na marszrutkę, która ma na zawieść do Kamyszan… W końcu przyjeżdża. Pakujemy podarki (bułeczka upieczona nocą w szkole nieopodal, duża beza i cukierek) dla 400 psychicznie chorych kobiet. Marszrutka trzęsąc się, dojeżdża do celu. Brama otwarta – znak, że czekają na nas… Na miejscu okazuje się, że od ponad godziny na sali czekają już kobiety… Co dalej? Koncert pieśni wielkanocnych, przerwany Ewangelią, mówiącą o Zmartwychwstaniu Jezusa i dziesiątką różańca w intencji zgromadzonych na sali… Występy naszego chóru przerywane gorącym aplauzem kobiet… Potem rozdajemy podarki i rozpoczynamy nasza wędrówkę po oddziałach, aby dotrzeć do leżących… paczuszka z ciastkiem, błogosławieństwo, obrazek Jezusa Miłosiernego i dalej… Trochę wspólnych zdjęć. Akcja kończy się po 15.00… Wracamy do domu, modląc się koronką do Bożego Miłosierdzia…

A na usta ciśnie się pytanie, czemu tak mało dziękuje Bogu za to, że jestem zdrowy? Te kobiety już czekają na kolejne półtorej godziny, kiedy wrócimy do nich na Boże Narodzenie z koncertem kolęd…

20160514_140625