Biurokracja w wydaniu ukraińskim

7a83be_d54dd563a26b4d3b8a6c9c92b52ddfac11 dni po ostatecznym terminie, mniej więcej po 40 dniach załatwiania formalności, przedłużono mi tzw. poswitkę, czyli mogę legalnie pracować na Ukrainie kolejny rok… I na końcu tejże urzędniczej wędrówki dowiedziałem się, żebym następnym razem rozpoczął formalności dwa tygodnie przed upływem terminu, abym zdążył…

Niełatwa jest droga, którą należy przejść:

– zgoda depertamentu d.s. religii przy gubernatorze – ten etap udało się przejść bez większych trudności;

– przemeldowanie – tu zaczęły się problemy nie do przejścia… ostatecznie nie udało się mnie zameldować w parafii! Formalnie mieszkam u jeden z parafianek… Przynajmniej tydzień straciłem w starciach z panią naczelnik, której konkluzja, że przede mną długa droga do odnowienia owej cudownej poswitki, odebrała nadzieję na pomyślny finał w rejonie konsomolskim… W jej osobie uwidoczniły się wszelkie rysy formalizmu… i dopiero nieco większa życzliwość w rejonie dnietropietrowskim miasta Cherson otworzyła drogę…;

– przyjęto dokumenty, po czym zwrócno, zauważając jakieś braki formalne, z powodu którym Urząd Imigracyjny odrzucił, nakzaując poprawki…;

– międzyczasie okazało się, że zaginęło elektroniczne pismo wysłane do Lwowa, wskutek czego nie nadeszła odpowiedź z mojego poprzedniego miejsca przezywania na Ukrainie… Interweniować musiał nasz człowiek w Lwowie… dopiero pismo ponaglające z Chersona zmotywowało urzędniczy aparat Lwowa do stosownej odpowiedzi…;

– udało się wyprosić możliwość osobistego stawiennictwa w Urzędzie Imigracyjnym na III piętrze, gdzie postronnym wstęp wzbroniony obwieszcza złowroga tablica przed kratą, broniącą dostęp do wyższego aparatu urzędniczego;

– tamże objaśniono, że m.in. na parafialnych dokumentach widnieją sprzeczne dane, wystawione przez inny aparat urzędniczy  miasta Chersona, raz ul. Suworowa 40 znajduje się w rejonie kosmomolskim a innym razem w suworowskim tegoż grodu;

– jeszcze kilka drobnuch wizyt – dodatkowe dokumenty, oczekiwanie na jedną pieczęć wszechwładnego naczelnika i po kilkunastu wizytach w urzdędach i kiludziesięciu spędzonych tamże godzinach otrzymałem upragnioną poswitkę…

I za rok zacznie się od nowa…