Boże Ciało w Odessie

Na Ukrainie Uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej obchodzona jest w niedzielę . Powód jest prozaiczny – czwartek po Uroczystości Trójcy Świętej jest zwykłym dniem roboczym…

Zatem była piękna, słoneczna niedziela; z nieba lał się żar. Centralna Uroczystość została zaplanowana na godz. 9.00 w odeskiej katedrze. Na ową Uroczystość złożyło się klika wydarzeń:

– w Odessie tego dnia ma odbyć się jedna, centralna procesja eucharystyczna – do południa nie była w żadnym odeskim kościele sprawowana liturgia;

– dla dziesięcioroga dzieci z parafii katedralnej była to Uroczystość Pierwszej Komunii Świętej;

– dla mnie była to “prymicja” w katedrze – po mszy koncelebrowanej przez miejscowe duchowieństwo wraz ze swoim biskupem, udzieliłem “błogosławieństwa prymicyjnego”.

Po mszy odbyła się procesja eucharystyczna wokół kwartału, w którym znajduje się katedra… Idąc chodnikiem przed Najświętszym Sakramentem, czułem się jakbym uczestniczył w procesji, w Nowym Yorku na Manhattanie, którą kiedyś widziałem w obrazie dokumentalnym, ukazującym cud eucharystii… Grupa katolików z Panem Jezusem dla większości przechodniów nie była niczym niezwykłym, w hałasie przejeżdżających aut ginął śpiew… A biskup szedł z monstracją i błogosławił miasto… Trzeba wyraźnie powiedzieć, że tu nie każdego roku miejscowa władza zezwalała na organizację publicznej procesji…

Procesja Bożego Ciała w Odessie przywołała mi jeszcze dwa wspomnienia…

Pierwsze, z ubiegłego roku, z Iwano-Frankowa, gdzie po raz pierwszy w najnnowszej historii tamtej wspólnoty parafialnej, odważyliśmy się wyjść na ulice miasta… z przenośnym ołtarzem (metalowy stolik niesiony przez dwóch mężczyzn), który stawialiaśmy na skrzyżowaniach piaszczystych uliczek, po których poruszała się procesja… Pamiętam wzruszenie jednej z uczestniczek tamtego wydarzenia. Idąc do kościoła, żałowała, że nie mogła tego dnia być na pięknej procesji we Lwowie… a potem była szczęśliwa, że została w domu, bo Pan pozwolił jej przejść za Sobą ulicami własnego miasta. Parafinie bowiem nie wiedzieli, że po mszy odbędzie procesja…

Drugie wspomnienie pochodzi z Łodzi, ze Święta Eucharystii – przypominają się bowiem słowa, które wypowiadał przed rokiem (08.06.2014 r.) abp Konrad Krajewski, Jałmużnik Papieski; słowa, które można szczególnie odnieść do ukraińskiej rzeczywistości:

“Szedłem za Tobą, Panie Jezu, w Hostii utajonym… I tak idąc za Tobą ulicami naszego miasta myślałem o tym, jak Ty nie mieścisz się w kościele. Jak bardzo pragniesz z niego wychodzić, żeby brać udział w naszym codziennym życiu. W moim życiu. Pan idzie z nieba… Zagrody nasze widzieć przychodzi, i jak się Jego dzieciom powodzi. Największy Skarb, jaki mamy w Kościele, to Najświętszy Sakrament. To Twoja Obecność pod postaciami chleba i wina. Prostszych znaków nie da się już wymyślić. Garść mąki, kropla wody, słowa kapłana – świętego lub nie, i stajesz się obecny wtedy, kiedy my chcemy! Kiedy my Cię przywołujemy na ołtarz. Co za pokora i posłuszeństwo?!

Możemy się Tobą karmić, adorować lub… nie zwracać na Ciebie uwagi nawet przez całe życie! Możemy Cię także zaprosić do naszego życia i pozwalać Ci wychodzić z kościoła po każdej Komunii św. Po każdej spowiedzi. Wtedy ja staję się monstrancją, wtedy ja staję się Twoim tabernakulum. Wtedy ja Cię noszę w sobie i mogę Cię zabrać ze sobą wszędzie gdzie idę. Do szkoły, na uczelnię, do mojego domu, do rodziny rozbitej, skłóconej, rozwiedzionej. Mogę Cię zabrać tam, gdzie sobie w życiu nie radzę, nawet w miejsca gdzie moja miłość po błocie chodzi. Dlaczego więc Ciebie nie widać na ulicach naszego miasta, w naszych urzędach, w naszych rodzinach? Dlaczego

nie roznosimy Twojego zapachu dokądkolwiek idziemy? A może to nie jest problem Twojej obecności, ale mojej wiary? Wynoszę Cię z kościoła, ale nikt Cię we mnie nie rozpoznaje. Może ja Cię zasłaniam sobą: nie staję się znakiem widzialnym Twojej rzeczywistości niewidzialnej?”… Bardziej poruszających słów o Eucharystii jeszcze nie łsyszałem…