W Koluszkach

Kolejny weekend upłynął pod znakiem wyjazdu do Koluszek. Powróciłem do 7a83be_75cc8c89393c427fbcc05e1adfcafb12swojej pierwszej parafii praktyk (z czasów pobytu na terenie Archidiecezji Łódzkiej). W parafii od tego czasu wiele się zmieniło – przede wszystkim posługujący kapłani. Ksiądz Kazimierz – proboszcz-senior, u boku którego dojrzewałem do kapłaństwa, pozostał na terenie parafii i zamieszkał jak to mawia – „w domu emeryta”. Mimo tych zmian – miejsce te pozostało żywym kościołem, w których Boży Duch działa. Odprawiłem tu mszę świętą, ale nie o tym chciałem napisać. Ciekawa była droga do Koluszek. Pan Bóg potrafi pięknie posłużyć się niespodziewanymi okolicznościami. Za Kielcami, na granicy Mniowa dotknęła mnie awaria samochodu. Auto poszło do warsztatu. Dalszą drogę przejechałem stopem. I dzięki temu wypadkowi dwa piękne znaki Bożego działania dokonały się. Jeden – z Koluszek wyruszyła do mnie ekipa „na pomoc” – dwoje ludzi, którzy podczas tej drogi, w końcu potrafili sobie wzajemnie przebaczyć. Pan Bóg sprawił, że doszło między nimi do szczerej rozmowy i został uczyniony jakiś krok na drodze odbudowania ich wzajemnego współrozumienia. I drugi – mężczyzna, który zatrzymał się na mojej drodze – stał się moim ewangelizatorem. Człowiek, który doświadczył bólu choroby alkoholowej, który po osiemnastu latach zdecydował się w sakramencie pojednania odnowić swoje przymierze z Bogiem, który zaczął formację w Neokatechumenacie i Łódzkiej Odnowie w Duchu Świętym, z pasją opowiadał o Bogu, czyniącym cuda w Jego życiu. I chwała Panu za to Jego świadectwo. Pan Bóg wciąż powołuje świadków swojej uzdrawiającej Mocy…

Daj Boże, że do Koluszek jeszcze powrócę…

Na zdjęciu – wspomnienie z parafialnego wyjazdu sprzed dwóch lat…