Izmaił

Kochani!

Piszę do Was tym razem z Izmaila, gdzie przebywam od tygodnia. Jadąc tam myślałem, że dotknę miejsca, w którym będą się krzyżowały różne tradycje kulturowe i religijne. Okazało się jednak, że rzeczywistość jest tu dużo prostsza.

Historia tego miasta jest bardzo skomplikowana – gród ten był pod wpływem muzułmańskich Tatarów, tolerancyjnej Polski, prawosławnej Rosji, Macedonii, Rumunii, Związku Radzieckiego, Ukrainy… dziś pokazuje się nielicznym turystom tzw. Dioramę – muzeum-twierdzę nad Dunajem w dawnym meczecie, gdzie bohatersko bronili miasto w 1790 r. gen. Suworow z gen. Kutuzowem (Polakom źle kojarzący się!). Można szczycić się także dwoma pomnikami Lenina, prospektem Suworowa krzyżującym się z prospektem wzmiankowanego Lenina. W sieci ulic dominują te, które pamiętają „minioną” epokę, jak choćby Czerwonoarmijską i Bohaterów Milicji. Nikt nie myśli, by tu coś zmieniać.

Miasto do 1976 r. było zamknięte, żyli tu wojskowi – wszak jego położenie w delcie Dunaju w pobliżu M. Czarnego czyni to miejsce punktem o znaczeniu strategicznym. I paradoksalnie w tym mieście przetrwał budynek kościoła z czerwonej cegły (z czasów carskich), który w 1996 r. odzyskała wspólnota rzymsko-katolicka. Dziś szacuje się, że parafia liczy około 40 katolików. Jest to garstka w stosunku do kilkunastu cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego i czterech zborów protestanckich (oni kontrolują miejscowy przemysł budowlany i piekarniczy). Słowo ekumenizm nie istnieje w języku izmailskiej społeczności.

Może nieco przydługa jest ta kartka z kalendarza, ale też coś może mówić. Dla mnie to kolejne miejsce, w którym Pan Bóg mnie stawia i w którym szukam odpowiedzi – po co tu jestem. Odkrywam tu na nowo duchowość pustelnika (wszak jest proboszcz i dwie siostry benedyktynki misjonarki), wczytując się w Gramatykę Duchową św. Izaaka z Niniwy. Z jednej strony można powiedzieć – sanatorium. Można tu wypoczywać; z drugiej przestrzeń, która jakoś domaga się zapełnienia modlitwą. O innym działaniu na razie trudno tu mówić.

Przed nami czas Wielkiego Postu – niech to będzie taki czas naszego dojrzewania, wychodzenia na pustynię – miejsca doświadczania kuszenia i próby, i odkrywania swoich ograniczeń i swojej ograniczoności. Dla mnie jest to czas ostatniego etapu w drodze do święceń prezbiteratu. Może właśnie potrzeba mi wyjść na pustynię, aby przygotować się do tej misji, która niebawem stanie przede mną.

Pozdrawiam Was. Zapewniam o swojej łączności duchowej i błogosławię Was – w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego.

izmail